Co chwila bądź lepszy

Z życiorysów o. Maksymiliana Kolbego wyłania się żywy obraz męczennika. A finał jego życia zdaje się tę tezę nie tylko argumentować, ale wręcz w dobitny sposób podkreślać. A, co ważne, mimo że przeżył on nieco ponad 47 lat, to bez cienia wątpliwości swoim życiorysem mógłby obdzielić siedmiu zakonników, a i nadto pewnie siedmiu ludzi świeckich. Zarazem patrząc na różne etapy jego życia, można by o każdym z nich napisać osobną biografię. Raz skupiając się na osobowości misjonarza, innym razem na postaci ewangelizatora, a jeszcze innym razem odtwarzając życie reformatora zakonu Franciszkanów. To nie wszystko, bowiem kolejne osobowości odkryjemy w o. Maksymilianie Kolbe, jako teoretyku życia zakonnego, osobną w osobowości Mariologa i wreszcie osobną dostrzegając w nim człowieka mediów i skutecznego menadżera zarządzającego dużą i sprawnie funkcjonującą „firmą”.

 

Jego życiem zdawała się kierować prosta, choć zarazem trudna do osiągnięcia idea: być doskonałym – zawodowo czy też organizacyjnie. Być ideałem. Ale przecież wszyscy dobrze wiemy, że nie ma ludzi, ani organizacji, które są idealne. Te istnieją jedynie na papierze lub w naszych wyobrażeniach, ziemska rzeczywistość jest wszak znacznie bardziej skomplikowana. Czy znaczy to więc, że powinniśmy odpuścić sobie wszelkie dążenia do doskonałości?

Wystarczy spojrzeć na działalność o. Maksymiliana Kolbe, który miał bardzo ciekawą i nowoczesną wizję przedsiębiorczości (nawet jak na dzisiejsze warunki), by na to pytanie odpowiedzieć: “nie”. Nigdy nie powinniśmy ustawać w dążeniu do bycia lepszą wersją samych siebie. I sprawiania, aby również i nasze otoczenie było lepsze.

Słowa uczą, przykłady pociągają

Nie jest tak też, że o. Maksymilian Kolbe rzucał słowa na wiatr, gdyż sam był praktykiem i wiedział, że ważne jest dawanie namacalnego przykładu. Dlatego, pomimo bycia duchownym i pomimo pełnienia angażującej całe życie posługi, angażował się w organizowanie inicjatyw które nosiły znamiona prężnie rozwijających się przedsiębiorstw. Nie czynił tego jednak sam, własnymi rękoma, lecz zarządzał grupą 750 osób, które go w tym wspierały. O. Maksymilian i bracia zakonni byli „wspólnikami tego biznesu”. On sam dawał im wolność, pozostawiał swobodę działania, wierząc w ich własną inicjatywę i kreatywność, a oni w zamian dawali mu samych siebie – pracujących skutecznie, pomysłowo, z zaangażowaniem. A do tego stworzył jeden z najnowocześniejszych parków maszynowych w ówczesnej Europie jeśli nie na świecie! Można też śmiało stwierdzić, że wydawanie magazynu „Rycerz Niepokalanej” z niemal milionowym nakładem było dla o. Maksymiliana Kolbe nie tylko sukcesem, ale i… dopiero początkiem tej drogi, w ramach której widział nieustanny rozwój osobowości i zdolności swojej załogi, bycie coraz lepszym w każdej chwili. Przedłużył więc tym samym ów proces o kolejne cele „biznesowe”: wykorzystanie radia do działalności apostolskiej. Żywo interesował się także przekazem obrazu za pomocą fal radiowych, czyli pierwocinami dzisiejszej telewizji, co w jego czasach było nie tylko ambitną, ale i zaskakująco przyszłościową wizją przedsiębiorczego franciszkanina, który zresztą na co dzień był doskonałym menadżerem. Bo choć dziś, z perspektywy czasu, wydawać się nam to może dość łatwe do osiągnięcia, to jednak bez najmniejszej wątpliwości inicjatywy podejmowane przez o. Maksymiliana były nadzwyczaj kosztowne. A trzeba było przecież zadbać i o tę stronę finansową „biznesu”. Jak dziś doskonale wiemy – radził sobie z tym doskonale. Pomimo, że tłem dla inicjatyw Franciszkanina nie była nowoczesna współczesność, lecz trudne międzywojnie, a zatem czasy które przed ludźmi stawiały wiele niewyobrażalnych przeszkód. Znacznie więcej niż spotykają przed sobą współcześni przedsiębiorcy. A mimo tego, przecież, się nie poddał.

O. Maksymilian Kolbe był ponadto skarbnicą postępowania moralnego, godnego dobrego i skutecznego menadżera. Rozmawiał ze swoimi współpracownikami, nie ganił ich, wysłuchiwał, nie komentował, nie krytykował. Wręcz proponował im rozwój i aktywny współudział w dbaniu o rozkwit inicjatyw. Dawał im wolność i perspektywy, czując że odwdzięczą się mu zaangażowaniem i pomysłowością.

Mechanizmy produkujące doskonałość

Tak oto powstał Niepokalanów Ojca Maksymiliana, miejsce które stało się ośrodkiem celowej, wytężonej i wzorcowo zorganizowanej pracy. „Przedsiębiorstwem”, w którym wszystko działało według najlepszych standardów zarządzania, nawet wówczas, gdy pod uwagę weźmiemy XXI-wieczne standardy. Całość funkcjonowała perfekcyjnie, 24 godziny na dobę. A pomimo tej perfekcji – wciąż doszukiwano się rzeczy, które można było usprawnić, dlatego też pośród braci można było znaleźć skrzynki, do których każdy członek „przedsiębiorstwa” mógł wrzucić pomysły racjonalizatorskie. Jeszcze bardziej usprawniające całą tę perfekcyjną machinę.

To jest ważne! Ważne jest, że aby zrozumieć, czym tak naprawdę był w tamtych latach Niepokalanów. Nie powinniśmy się zatem skupiać na opisach budynków fabrycznych. Fakt, że funkcjonowało tutaj aż 18 większych zabudowań na obszarze 25 hektarów, czyli tyle ile liczy pół państwa watykańskiego, może robić niemałe wrażenie. Najważniejsze jest jednak to, co działo się w środku, to co zachodziło wewnątrz tych budowli.

Należy więc skupić się na kadrze zarządzającej. Bez znanych nam współcześnie nowoczesnych technologii pozwalających na zbieranie i analizowanie dużej ilości danych – bracia Franciszkanie radzili sobie w najlepszy możliwy wówczas sposób. Siedząc w prostych pomieszczeniach zakładu – mogli przyglądać się rozwieszonym na ścianach wielkim wykresom, na których znajdowały się przesuwalne zasuwki wskazujące bieżący postęp pracy i osiągnięte wyniki. Co ważne: wyniki każdego działu! A tych w Niepokalanowie można było doliczyć się kilkudziesięciu: kuchnia, rzeźnia, magazyn żywności, piekarnia, warsztaty mechaniczne, zecernia, drukarnia, tartak, kuźnia, zakład fotograficzny, stolarnia, klinika… to tylko część z nich. Tak więc, bez internetu, bez współczesnych rozwiązań informatycznych, ale przy zastosowaniu statystyk, danych, wszelkich informacji dających się zaznaczyć na osi, czy pokazać na liczbach – kierownictwo wiedziało, jak funkcjonuje cała machina. Albo gdzie w danym dniu istnieje jakiś problem. By móc szybko i skutecznie reagować. Znów: dążąc do doskonałości. A wszystko dla Niepokalanej, dla szerzenia Jej czci, w służbie Bożej.

Św. Maksymilian pozostaje człowiekiem wielkiego formatu – nie tylko duchowego, ale i tego rozumianego w wymiarze czysto ludzkim, biznesowym, a wartości którymi się kierował są uniwersalne: czasowo, terytorialnie, kulturowo. Nie mają wydźwięku politycznego, a dla niekatolików religijnego. Dla katolickich przedsiębiorców Święty pozostaje wzorem człowieka, który aż do samego końca udowadniał, że praktyczne podejście należy przeplatać bezgranicznym oddaniem Niepokalanej, a przy tym podejmować wielkie zadania.